AleRejsy.pl - Najlepsze oferty rejsów wycieczkowych! Działamy od 2009 roku!
511 757 511 511 474 511
pn-pt 9.00 - 17.00
sob. 10.00-14.00
Brak regionów.
Brak armatorów.
Brak statków.
Brak subregionów.

Opinie klientów

Rejs na MSC Seaview
Agnieszka
Dzień dobry,

chciałam podzielić się kilkoma spostrzeżeniami z naszego pierwszego rejsu. Po pierwsze - było wspaniale! MSC Seaview to niesamowity, przepiękny, ogromny statek - bardziej nawet nie jak hotel, ale całe miasto na wodzie. Pierwsze dni to była nauka, co gdzie jest, bo jest tych barów, basenów i atrakcji tyle, że czasami mieliśmy problem z trafieniem w miejsca, które już odkryliśmy, ale nie wiedzieliśmy jak :) Generalnie było cudownie, statkiem jesteśmy absolutnie zachwyceni... trochę nie dopisała pogoda - w Mediolanie i Genui padał deszcz (w Warszawie było wtedy ciepło i słonecznie... haha...o ironio!) zarówno przed jak i po rejsie, na Majorce nie zeszliśmy w ogóle na ląd, bo cały dzień padało... troszkę nas ta aura zaskoczyła, bowiem na koniec maja spodziewaliśmy się na południu Europy raczej ładnej pogody. Rzym, Barcelonę, Pizę i Cannes udało nam się zwiedzić w całkiem przyjemnych warunkach - trochę chmurek, sporo słońca, bez upałów. Wycieczki ze statku zorganizowane całkiem w porządku, bez uwag.
Już w trakcie rejsu mieliśmy 2 podstawowe spostrzeżenia, którymi chcielibyśmy się podzielić:
1. Oferta All Inclusive na napoje - mieliśmy wykupioną opcję podstawową na alkohole (do 6 euro) zarezerwowaną razem z rejsem w atrakcyjnej cenie (była wtedy jakaś promocja). Pamiętam, że o tym rozmawialiśmy, że da się znaleźć w karcie zarówno drinki jak i poszczególne alkohole w tej cenie. Spokojnie daliśmy radę znaleźć coś dla siebie, natomiast już po pierwszym spojrzeniu w kartę stwierdziliśmy, że warto dopłacić do tego droższego pakietu (cena drinka do 10 euro) bo to tak naprawdę 80% karty - szeroki wybór przeróżnych drinków i wyszukanych alkoholi... a różnica w dostępie do oferty jest ogromna między tymi dwoma pakietami - do 6 euro jest chyba 6 prostych 2-składnikowych drinków (gin&tonic i wódka z różnymi sokami) po jednym winie w każdym kolorze, sparkling, jeden gin itd. Większość karty tak naprawdę to są pozycje 6 - 8 euro/szt. Jest naprawdę z czego wybierać, o ile się wykupi pakiet do 10 euro.

2. System rozliczeń za pomocą wyłącznie karty imiennej na statku jest owszem wygodny (nie chodzi się z gotówką), ale niestety daje pole do różnych dziwnych ruchów... o to też pytałam jak rozmawialiśmy - czy mogą nabić coś z czego się nie korzystało? Owszem mogą... i robią to zbyt często, by był to przypadek ;) niemal codziennie przy logowaniu się na swoje konto przez smart TV w pokoju odkrywaliśmy jakieś dziwne należności na moim czy męża koncie... raz wino zamiast kieliszek (do 6 euro oczywiście ;) nabili nam całą butelkę... fakt - system zbierania zamówień przez tablet, na którym się podpisuje jest super, ale trzeba się szybko orientować, co się na tym tablecie wyświetla i co się podpisuje (czasem, żeby przyspieszyć, kelnerzy mazną coś sami na ekranie, więc nawet nie dostaliśmy do wglądu co tam wprowadzili)... sprawę trzeba było wyjaśniać w recepcji - owszem bez problemu to zdjęli....ale fakt był faktem... chyba raptem następnego dnia nabili nam z kolei na konto jakieś zdjęcia z punktu photo... zabawne, bo w recepcji znów był ten sam Pan, więc przepraszał mnie bardzo za zaistniałą sytuację... nabita kwota była ponoć za zdjęcia dostarczone do kabiny, które nigdy do niej nie dotarły (zdjęcie zrobione przy zaokrętowaniu)... znów zostały zdjęte, ale konkluzja była taka, że trzeba tego bardzo pilnować, codziennie sprawdzać, bo logiczny wniosek jest taki, że pewnie spora grupa gości tego nie sprawdza i przy rozliczeniu płaci tyle, ile wykaże system... spotkaliśmy w recepcji parę starszych Niemców, którzy wpłacali 1000 euro i ciężko im było przyjąć wyjaśnienie, skąd taka kwota (ale pewnie mieli jakieś wycieczki itp., ale kto wie, czy na ich koncie też nie było jakiś 'niespodzianek').
Podobnie trzeba było wyjaśniać należność za wycieczki - skorzystaliśmy z 3 zorganizowanych wycieczek - Piza, Rzym (walking tour - bardzo fajna, choć wszystko mija się niemal w biegu i czasem nie ma nawet czasu na zrobienie zdjęć, np. przy Forum Romanum) i Korsyka. Pod względem organizacyjnym - brak uwag - bilety poprzedniego wieczoru zostawione w kabinie, zbiórka w miejscu znanym każdemu (Odeon Theatre, gdzie co wieczór odbywało się show), wyjście ze statku całą grupą, ładne autokary, wszystko naprawdę OK! Tyle, że znów był problem z naliczoną opłatą... rezerwowałam wycieczki jeszcze w kwietniu przez mój profil na MSC bez konieczności przedpłaty - płatność na statku. Dostałam maila z potwierdzeniem tych wycieczek i to obok karty wejścia na statek okazało się być najważniejszym dokumentem na pokładzie - jak dobrze, że wydrukowałam tego maila... okazało się bowiem, że na naszym koncie cena za każdą wycieczkę nabita była taka, jakby były rezerwowane na miejscu - 5 euro więcej na każdej wycieczce/osoby. Dało to łącznie różnicę 30 euro, która podejrzewam dla większości gości nie miałaby znaczenia - dla mnie miała, bo w końcu rezerwowałam po cenie innej. I znów - recepcja, wyjaśnienia, odesłanie do punktu z wycieczkami, znów wyjaśnienia i za każdym razem pokazywanie tego wydrukowanego maila... Atmosfera wypoczynku w cudownym, luksusowym miejscu nie nastrajała do większych dyskusji, ale przy trzeciej wycieczce naprawdę chciałam zapytać, czy nie robią tego specjalnie - po każdej z nich na koncie pojawiała się bowiem ta wyższa należność, chociaż doskonale wiedzieli, że wycieczki zarezerwowałam wcześniej (bo zawsze dzień przed danym portem podrzucali bilety, zatem wiedzieli jakie wycieczki wybraliśmy) i już po pierwszej wizycie z wydrukiem maila, wiedzieli po jakiej cenie (choć to raczej oczywiste - skoro ja na moim koncie MSC widziałam ceny to oni też... nie oszukujmy się). Zawsze musiałam poczekać do następnego dnia aż przeanalizują sprawę i w końcu obniżali cenę... Konkluzja: dobrze zarezerwować wycieczki przez stronę przed rejsem, bo wychodzą taniej, ale trzeba tego bardzo pilnować, by nie policzyli jakby rezerwować na statku.
Generalnie bez znajomości języka angielskiego (bądź innego powszechnie używanego, bo obsługa jest naprawdę z całego świata) na poziomie naprawdę dobrze komunikatywnym jest na statku dość ciężko... o ile z zamawianymi towarami nie ma problemu, o tyle trzeba się trochę nachodzić i nawyjaśniać. No chyba, że ktoś nie ma problemu z płaceniem za coś, czego nie dostał.

Powyższe uwagi, wprawdzie dość drobiazgowo opisane, nie stanowiły jednak jakiegoś większego kłopotu i były tylko malutkim niedociągnięciem w całej cudowności tego rejsu. Są to jednak rzeczy, o których jako klient - nowicjusz chciałabym wiedzieć... Tym bardziej, że (jakbym przewidziała) nawet o to pytałam w trakcie naszych wielu niezwykle pomocnych rozmów :)

Pełna zachwytu, ale przy okazji świadoma pewnych kwestii, które trzeba dopilnować, czekam na możliwość ponownego doświadczenia tak niezwykłego przeżycia! Tym razem na pewno Karaiby... proszę o mnie pamiętać, jak się pojawią ciekawe oferty na jesień 2020 (MSC Seaside - nasz upatrzony, zresztą przecież bliźniak Seaview).

No i jeszcze słowo zachwytu nad cowieczornymi show - rezerwowaliśmy na ekranach na statku każdy kolejny po wyjściu z poprzedniego... najwyższy poziom artystyczny w teatrze, który wielkością i wyposażeniem mógłby przyćmić niejeden warszawski teatr...Absolutnie wybitne!!!!

Jedzenie - rewelacja... 3 restauracje do wyboru na każdy posiłek: 2 bufety (jeden mniejszy, jednak polecałabym Marketplace - ten większy) i restauracja a'la carte. W restauracji byliśmy kilka razy na kolacji, w szczególności podczas 'Elegant night' (2 razy podczas rejsu). I tu też wskazówka warta przekazania nowicjuszom - wcale nie trzeba inwestować w kreacje, smokingi, garnitury i muchy... owszem widać, że niektórzy się wystroili (w głównym holu), ale ja w mojej wieczorowej sukni i mąż w garniturze z muchą jednak się wyróżnialiśmy... jak ktoś nie chce może sobie darować i nikt tego nie zauważy... choć jednak ogólnie człowiek lepiej się czuje w stroju bardziej eleganckim.. wyświechtany dres tam nie pasuje...nigdy... choć szczególnie mocno dziwił nas strój niektórych gości w restauracji a'la carte (zdecydowanie wszystko w eleganckim stylu) każdego wieczoru, a podczas 'Elegant night' niektórzy chyba nie doczytali, że to dziś....

I w temacie ubrań zostając - o dziwo wieczorami na pokładach otwartych było cieplej i przyjemniej niż w niektórych portach w czasie dnia... proponowałabym raczej zamiast ciepłych bluz i kurtek zabrać kalosze i płaszcze przeciwdeszczowe :P - bardziej się przydadzą do zwiedzania w portach niż kurtki wieczorem na pokładach, gdzie potrafi powiać, ale było dość ciepło...

Przepraszam za wywód, ale prosiliście o relację... no to napisałam... trochę przydługo, ale za to mam nadzieję, że będzie pomocne dla kolejnych nowicjuszy... generalnie cudowny sposób na urlop... tylko ta niepewna pogoda, której na południu Europy na koniec maja po prostu się nie spodziewałam...

P.s. Pamiętajcie proszę o nas i naszych Karaibach za rok!!!

Pozdrawiam

Agnieszka

Zapisz się na newsletter i na bieżąco otrzymuj oferty na
najlepsze rejsy, okazje i promocje
Twoja przeglądarka jest przestarzała!

Zaktualizuj swoją przeglądarkę, aby poprawnie wyświetlić tę stronę. Zaktualizuj przeglądarkę już teraz